Drogie Osoby, na sam początek - jeżeli uważasz, że body positive dotyczy jedynie osób z nadwagą zerknij poniżej:

- Tak jestem szczupła, ale wielokrotnie, zwłaszcza w okresie gimnazjum słyszłałam raczej: "chuda jak patyk", "zamiast bicepsa masz niceps", "płaskodupie", "strasznie długie ręce",

- Z drugiej strony gdy miałam okresy mniejszej ilościu ruchu i większego folgowania sobie w jedzeniu: "przybrało się tłuszczyku", "co się stało? zawsze byłaś taka chuda", "nareszcie dobrze wyglądasz", "w końcu nabrałaś kobiecego ciałka",

- Moja skóra cierpi na rogowacenie okołomieszkowe, ale mam tendencję do dziubania i drapania: "paskudne nogi", "zakryj lepiej te krostki", "jak Ty się nie wstydzisz na plaży",

- Mam 185cm wzrostu i rozmiar buta 42/43, w zaleśności od rozmiarówki: "z takim wzrostem nie znajdziesz faceta", "nie boisz się, że będzie czuć się niemęsko?", "Wielka Stopa".

Nie tak dawno temu przeczytałam w pewnej książce, że jeżeli zaakceptujemy w sobie fakt, że wszyscy jesteśmy równocześnie piękni i brzydcy - takie uwagi przestaną nas boleć. I fakt, dziś jestem już o wiele bardziej odporna, ale nadal bardzo samokrytyczna. Bo patrząc w lustro powoba mi się to, co widzę, ale nadal są rzeczy nad którymi staram się pracować. Teraz jednak nie katuję się już chociażby negatywnymi komentarzami na swój własny temat. Staram się nie mówić o sobie źle, nawet jeżeli coś mi się w sobie nie podoba. Cały czas uczę się kochać swoje ciało i traktować je z ciepłem i szacunkiem. 

Dzisiejszy post będzie mieć zatem kształt bardziej felietonu niż ciekawostek w temacie żywienia ;-) Dzisiaj pojawią się moje osobiste przemyślenia oraz wnioski. Fakt, wiedza jest wiedzą, a nie subiektywną opinią, więc kilka faktów również postaram się upchnąć. 

No ale o czym te moje przemyślenia? A o body positive z punktu widzenia dietetyka. 

Na samym wstępie zaznaczę jedno - ciałopozytywny dietetyk to nie oksymoron. Osobiście wierzę, że ruch body positive i dietetyka wcale się nie wykluczają, a nawet mogą się wspierać. Jakim cudem? Już tłumaczę. 

Głównym założeniem body positive jest akceptacja i miłość do swojego ciała, takim jakim jest. Obojętnie czy mówimy o niepełnosprawności, widocznych z zewnątrz chorobach, masie ciała, rozstępach, cellulicie, kształcie nosa, rozmiarze biustu czy tym, że nawet szczupłe ciało może mieć fałdki - samoakceptacja jest pierwszym krokiem do pozytywnej, zdrowej relacji ze samą-ym sobą, a dalej - z jedzeniem. Zacznijmy od tego, że osoby promujące ciałopozytywność z założenia nie promują otyłości, tylko mówią, że mamy różne ciała i to jest okej.

Ja sama body positive widzę tak: odnośmy się do samych siebie z szacunkiem, akceptacją i miłością. A co będzie dla dietetyka wyrazem szacunku dla własnego ciała? Dbanie o jego zdrowie. Nie o rozmiar 36, nie o perfekcyjny makijaż, nie o wyblurowane pory na twarzy i wyretuszowane ciało. A jak zadbać o zdrowie w najprostszy sposób? Ogarniając najpierw swoją relację z jedzeniem, a potem talerz. Tak, w tej kolejności. 

Sprostujmy sobie zatem kilka rzeczy:

- body positive to NIE SĄ osoby z nadwagą "promujących otyłość" - w ciałopozytywności odnajdą się wszystkie osoby, które z powodu niemalże nierealnych wzorców promowanych w social mediach nie lubią swojego odbicia w lustrze - niezależnie czy z powodu widocznych porów czy płaskiego tyłka,
- sylwetka nie definiuje Twojej wartości jako człowieka, to nie od niej powinno zależeć, jak traktują Cię inne osoby,
- cellulit dla większości kobiet i osób z macicą jest rzeczą naturalną,
- trądzik nie świadczy o tym, że ktoś "się zaniedbał", tylko ma problem zdrowotny, który wybrzmiewa na skórze, można pomóc dietą, ale czasami konieczna jest farmakoterapia - każdy przypadek traktujemy indywidualnie,
- rozmiar 36 nie jest osiągalny dla każdej sylwetki - sama w 36 na ogół nie wejdę, bo mam ponad 180cm wzrostu i mimo szczupłego wyglądu noszę spodnie w rozmiarze 42 - z resztą, rozmiar zależy od sklepu i aktualnych trendów (np. ubrania oversize), 
- niedowaga, tak samo jak nadwaga - szkodzi zdrowiu, a zarówno zbyt niska jak i nadmierna masa ciała może świadczyć o zaburzeniach odżywiania,
- otyłość jest chorobą, ale ocenianie innej osoby przez jej pryzmat jest chamstwem i brakiem świadomości, jak wygląda jej sytuacja życiowa czy psychiczna,
- psychika odgrywa ogromną rolę w procesie odchodzania czy nabierania masy, a żywienie ma ogromy wpływ na psychikę - i tak w koło Macieju,
- jeden burger nie sprawi, że będziesz chora_y, a jedna sałatka nie sprawi że będziesz zdrowa_y - to jest proces, bazujący na drobnych zmianach, przebiegających w zgodzie ze sobą i ogromem cierpliwości dla swojego ciała, 
- katując się rygorystyczną, promowaną przez znaną osobę dietą możesz sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc - zwłaszcza w kwestii relacji z jedzeniem, nie traktujmy naszych ciał jak obiektów doświadczalnych!


Dla mnie osobiście - nawet odrobinę lepszym podejściem niż body positive byłaby ciałoneutralność - bo w obecnych czasach zbyt wielką wagę przywiązujemy do wyglądu. Dla zbyt wielu osób wygląd stanowi wymówkę, aby móc ocenić drugą osobę. W wielu rodzinach nie ma świąt bez uwag typu "ooo, schudłaś", albo "komuś się przytyło". W pracy wiele kobiet często słyszy, że bez makijażu wygląda choro i powinny się pomalować (mi też się to zdarzyło niejednokrotnie). Dotyczy to tak samo kobiet, jak i facetów. Bo jak nie jesteś napakowany i nie masz kraty na brzuchu to przecież w opinii wielu jesteś gorszy i "mniej męski". Z drugiej strony mając formę życia pod sporty sylwetkowe usłyszysz, że wyglądasz zbyt żylasto i że "to przesada", a w przypadku kobiet - że wyglądasz "jak babochłop". 

Gdyby ludzie tyle uwagi przywiązywali do swojego zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego, co do wyglądu innych osób - świat byłby piękniejszy. Mniej wbijania szpilek, więcej ciekawych konwersacji. No ale przecież wtedy o czym innym byśmy plotkowali?

 

Dziękuję za uwagę i życzę Wam cudownego wieczoru! heart